ŚWIAT
GIER
PLANSZOWYCH
Powrót

Capital - sen o Warszawie

Data: 2018-02-02 Marcin Korzeniecki

Filip  Miłuński jest warszawiakiem. Dało się to zauważyć już w jego pierwszej grze „Mali Powstańcy”. Pamiętam opowieść Filipa, jak zwiedzał Muzeum Powstania Warszawskiego. Pamiętam, jak wizyta w muzeum zadziałała na wyobraźnię i powstała debiutancka gra.

Gra o Warszawie jest jak sen o Warszawie. Czuć w Capitalu sentyment do rodzinnego miasta, czuć więź i dumę. I nawet kolorowe sny, jak spojrzy się na planszę złożoną z kafelków.

 

 

Jeśli chcecie wybudować nową dzielnicę Warszawy nic prostszego. Możecie zabudować maksymalnie dwanaście arów (12 kafli) w centrum stolicy. Wystarczy, by ustawić się do końca życia. I swoje dzieci też. Jak budować? Każdy gracz otrzymuje cztery kafle projektów, wybiera jeden, a pozostałe przekazuje sąsiadowi. Projekt można zrealizować, ale trzeba zapłacić za budowę. Pula gotówki jest niewielka i szybko się kończy. Na szczęście projekty można sprzedawać. Podsumowując, wybieramy kafelek z puli dostępnych, budujemy lub sprzedajemy, a resztę przekazujemy dalej. I tak cztery razy. A co potem? Kończy się epoka. Bo widzicie, budujecie Warszawę poprzez dekady! Nie dość, że tworzycie miasto, to jeszcze tworzycie jego historię.

Te trzy kropki były po to, by odpowiednio wybrzmiał patos. Teraz wracam do mechaniki gry. Na kaflach, z których składana jest dzielnica Warszawy znajdują się różnego rodzaju budynki lub tereny zielone. Warto układać kafle tak by niektóre tereny tworzyły jeden rozległy obszar. Z kolei inne rodzaje zabudowy lepiej funkcjonują oddzielnie i nie warto łączyć je w grupy. Zatem budowa Warszawy to taka przestrzenna łamigłówka.

 

 

Pod koniec każdej epoki dochodzi do podsumowania. Podsumowanie jest wieloczłonowe, ale zrozumiałe. Gracze mają ściągę i lecą z góry do dołu zliczając punkty lub zarabiając pieniądze. Zaczynamy od największego parku (teren zielony). Im więcej obszarów mieszkalnych z nim sąsiaduje (czerwone dachy), tym więcej punktów zgromadzicie. Potem zbieranie dochodu z zabudowy handlowej (żółte dachy), pod warunkiem, że sklepy znajdują się w sąsiedztwie mieszkań.

Kolejne punkty przynoszą obiekty kulturalne (z fioletowymi dachami). Przeciwieństwem teatrów są fabryki. Niebieskie tereny przemysłowe generują gotówkę i przynoszą ujemne punkty jeśli znajdują się w sąsiedztwie zabudowy mieszkaniowej. Nikt nie lubi mieszkań przy hucie.

Następnie sprawdzamy, czy udało się w naszej dzielnicy stworzyć linię transportu (czyżby słynne warszawskie metro?). Na koniec uruchamiamy budynki użyteczności publicznej i kamienie milowe.

 

 

Budynki użyteczności publicznej to znane miejsca Warszawy. Każde z nich ma specjalne właściwości działające w trakcie gry lub w podsumowaniu epoki. Budynki użyteczności publicznej krążą w tzw. drafcie między graczami na początku każdej z sześciu epok. Inaczej rzecz się ma z kamieniami milowymi. Chociaż funkcjonują podobnie jak budynki użyteczności publicznej, zdobywa się je inaczej. Kamienie milowe mają określone warunki zdobycia. Przy podsumowaniu epoki sprawdza się, który z graczy spełnił dany warunek i to on dostaje w nagrodę dodatkowy budynek. Przykładowo: Teatr Wielki trafi do osoby z największą ilością obszarów kulturowych.

 

 

Tak, z grubsza, wygląda zarys mechaniki. Gramy sześć epok, pod koniec każdej zdobywając punkty lub pieniądze. Nie opowiedziałem tu o wszystkich niuansach zasad. W trakcie gry gracze odczują skutki dwóch wojen światowych, nauczą się też zastępować stare nowym przez nadbudowę. Odkryjcie sami smaczki, jakie kryje gra.

 

 

Za oprawę graficzną odpowiada Grzegorz Molas. Grafik zastosował przejrzysty i czytelny styl. Tylko, że dzielnica po ułożeniu dwunastu kafli wygląda jak kolorowanka. Zabrakło mi na kaflach pierwiastka ludzkiego. W grach planszowych popularne są mini scenki prezentujące kawałki życia mieszkańców obszaru gry. Bo każde miasto ma swoich mieszkańców. Niestety w Capitalu Warszawa jest jakby wyludniona.

Albo wszyscy siedzą w domach i rżną w planszówki.

Okładkę z kolei tworzył Tytus Brzozowski. Przyjrzałem się jego twórczości. Powiem szczerze, jestem zachwycony, Malarz łączy budynki z różnych okresów i miejsc charakterystycznych dla stolicy. Obrazy są barwne, trochę surrealistyczne i pełne życia. Wprowadzają w lekko baśniowy świat. Szczerze polecam obejrzeć galerię.

 

 

Kiedy pierwszy raz zagrałem w Capital stwierdziłem: kolejne euro z gatunku city-building. Capital nie przeskoczył graficznie Quadropolis, ani nie zrobił takiego szumu jak Suburbia. Ot solidny tytuł, ale bez rewelacji. Doceniłem Capital po trzeciej rozgrywce. Za sporą ilość możliwości, za łatwo przyswajalne zasady, za przyjemne rozgrzanie zwojów mózgowych, za kombinowanie czego się pozbyć, a co zabudować. Z grami Filipa już tak mam. Doceniam po kilku rozgrywkach. A Capital jest jak wino. Z czasem smakuje lepiej.

 

 

Skomentuj jako pierwszy