ŚWIAT
GIER
PLANSZOWYCH
Powrót

Czy gry są za drogie?

Data: 2016-10-09 Marcin Korzeniecki

Bywa, że pojawia się na rynku nowa gra. Może mieć świetne opinie lub fantastyczne grafiki, sporo gadżetów lub ciekawą mechanikę. Może wzbudzać zainteresowanie, ale patrzysz na cenę i stwierdzasz - nie. To za dużo.

Czy istnieje granica, psychiczna bariera cenowa, przy której przeciętny gracz stwierdzi - za drogo? 

Myślę, że granica istnieje i szuka jej każdy wydawca.

Zacznijmy z grubej rury. Piszę o kampanii wsparcia społecznościowego organizowanej przez wydawnictwo Galakta. Kampania dotyczyła wydania gry Cthulhu Wars. Strategia ze świetnymi grafikami, duże pudło, imponujące figurki przedwiecznych. I cena - 685 zł. Kampania się nie powiodła i choć można upatrywać różnych przyczyn, jedna przebija się zdecydowanie - za wysoka cena.

Inny przykład - Zombie 15. Świetna gra kooperacyjna, partia trwa 15 minut i chce się grać dalej. Pudełko pełne figurek, planszy, kart, komiksowe grafiki. Sugerowana cena detaliczna prawie 300 zł. I słyszę od ludzi: fajna gra, ale za 15 minut zabawy, to za dużo. I nie ważne, że jak zaczniesz, zagrasz trzy partie z rzędu i spędzisz przy grze prawie godzinę. Gra wpada w szufladkę "czasoumilacz", a gracz wzbrania się przed wydaniem trzech stów na ten typ. Podobnie rzecz się miała, gdy na rynek wchodziło 7 Cudów i Królestwo w budowie. Obie gry szły w za ok. 160 zł. I ludzie narzekali, że trochę za drogo jak za karciankę, trochę za drogo jak za grę na 20 minut. Obie gry były wielokrotnie nagradzane i zdobyły uznanie graczy. Przy okazji - dzisiaj cena 160 - 180 nie jest już tak rażąca. Co więc stanowi, że chcemy wydać więcej i wydaje się to uzasadnione? 

    

Przede wszystkim pomysł. Dobry pomysł, niosący ze sobą wrażenia z rozgrywki, które długo się pamięta. I równie dobrze za przykład może posłużyć Terraformacja Marsa trwająca 4 godziny i Dobble, gdzie partia to niecała minuta. Dobry pomysł wiąże się z odpowiednio dobranym klimatem. O grze Vinci mało kto słyszał, a Smallworld znają prawie wszyscy. To jedna i ta sama gra, zmieniono tylko klimat i grafiki. Wystarczyło, by z nieznanej, średniej produkcji zrobić hit. Oprawa graficzna - kolejny stopień do sukcesu. Scythe stoi za niecałe 315 zł. Gra, przy której w pierwszej kolejności wymienia się niesamowite grafiki Jakuba Różalskiego. Porządne wykonanie jest obecnie standardem. Żaden szanujący się wydawca nie może sobie pozwolić na niedoróbki, poniżej tolerowanego przez graczy poziomu. Problem w tym, że poziom wymagany przez graczy stale się podnosi. Ostatnim elementem, za który gracz jest skłonny zapłacić więcej to gadżet. Kiedyś furorę robiła wieża w Szogunie, obecnie o uznanie graczy walczą aplikacje na smartfony. Ale i na tym polu dochodzi do przesady. Za przykład posłuży... Takenoko. Na Amazonie klasyczna wersja gry z pandą kosztuje od ok 146 zł łącznie z transportem do klienta. Tymczasem edycja kolekcjonerska kosztuje łącznie z transportem od 1127 do 2297 zł! Czym różni się edycja kolekcjonerska od klasycznej? Rozmiarem. Większe pudełko, większe elementy, ok 12 centymetrowe figurki. I 8-15 krotne przebicie. Warto?

Zatem ile maksymalnie możemy wydać za grę planszową? Jeśli spodziewaliście się kwoty, rozczaruję Was. Każdy ocenia się wedle własnego portfela.

    

 

Skomentuj jako pierwszy