ŚWIAT
GIER
PLANSZOWYCH
Powrót

Pyrkon planszowo

Data: 2019-05-11 Marcin Korzeniecki

Sobota, dziesiąta rano. Dzisiejszy dzień zapowiada się wspaniale. Na dworze zimno, zbiera się na deszcz, ale... Czeka na mnie pawilon piąty - sala wystawców. Raj dla graczy. Wchodzę z żelaznym postanowieniem, że przykleję cztery litery do krzesła i będą grać ile się da.

Trafiam w centrum, gdzie największe stoisko rozstawił Rebel. Gdańskie wydawnictwo stawia na promocję dwóch tytułów. Połowę placu zajmują stoły do KeyForge konfrontacyjnej gry karcianej. Jest nawet ring ze stołem do rozgrywki. Drugą część rebelowej ziemi zajęła strefa Gwiezdnych Wojen. X wingi z drugiej edycji śmigają po stołach. Znalazło się też miejsce na Drako II i Władcę Pierścieni: Podróże przez Śródziemie. Do ostatniego hitu nie mogę tak po prostu usiąść. Muszę się zapisać, takie jest zainteresowanie.

 

 

Skoro mam trochę czasu, mogę obejrzeć stoisko Black Monków. Można tu zagrać w lekkie karcianki jak Lochy i Smoki czy Łupieżcy. Ja jednak wolę zapolować na amerykańskich studentów. Siadam do Monster Slaughter i obejmuję dowodzenie nad rodziną wilkołaków. Mama, tata i wilczy syn biegają po opuszczonej chacie w lesie, żeby znaleźć i zagryźć piątkę studentów. I jeszcze muszą ubiec zombich, kosmitów i wampirów. Gra familijna wbrew pozorom.

 

 

Zaraz obok Mnichów jest stoisko Portalu. Tu wielkiego wyboru nie ma. Portalowcy promują jeden tytuł – epopeję o sadzeniu warzyw w skandynawskich szklarniach. Reykholt, nowa gra Uwego Rosenberga jest czymś trudniejszym niż Patchwork, ale nie tak wymagającym jak Le Havre.

 

 

Z Portalu mam rzut marchewką do Fox Games. Mogę sobie cyknąć fotkę jako kolarz z gry Wielka Pętla, ale wolę usiąść do Rafy. Odkrywam, że przestrzenne układanie ukwiałów, jest przyjemne, zwłaszcza, że koralowce wygodnie leżą w dłoni.

 

 

Mam jeszcze trochę czasu na coś szybkiego. Zaglądam do Egmontu. Patryk pokazuje mi grę FITS. Gra niemłoda, ale pierwszy raz wydana w Polsce. Toż to Tetris na planszy! I to pochyłej. Kończę FITSa, akurat by zdążyć na Śródziemie. Dwie godziny później, pełen pozytywnych wrażeń, udaję się na wycieczkę w głąb pawilonu.

Stoisko Naszej Księgarni trudno przeoczyć. Przypomina tropikalną wyspę strzeżoną przez totemy. Pod palmami poznaję nowości NK. Układam towary w magazynie, wypuszczam kruki na wędrówkę po snach i zanurzam się w głębię po skarby oceanu. Zaraz obok wyspy NK jest stoisko Vertimy, a plecami do nich przylega Lacerta.

 

 

Witam się z Agatą, jedną z planszówkowych sióstr. Obok Monika tłumaczy Patchwork Doodle. Wolę jednak podjąć ucieczkę z góry Fuji. W kooperacyjnej grze Wolfganga Warscha  pobrzmiewają echa innej gry tego autora - The Mind.

 

 

Z Lacerty mam blisko do wyjścia, akurat żeby skoczyć na obiad, a potem obejrzeć games room. Jest olbrzymi i czynny całą dobę. Ekipa IGiZ, z Pablem na czele, uwija się jak w ukropie, wypożyczając kolejne tytuły. Szukam Hadary i znajduję. Nowość wydawnictwa Bard tłumaczy mi dziewczyna wyglądająca znajomo.

- Przed chwilą widziałem Cię w Lacercie. Teleporty tu mają?

- Widziałeś moją siostrę, a właściwie dwie – przedstawia się Marta. – Ja pracuję w Bardzie.

Czyżby sympatyczne siostry powolutku przejmowały władzę nad branżą?

 

 

Przerywam pogaduchy i biegnę do pawilonu piętnastego. Tam odbywa się maskarada, czyli festiwal cosplayerów. W przerwie Ania Polkowska (Board Game Girl) ogłasza laureatów Planszowej Gry Roku. Jest to dla mnie ważne, bo zasiadam w kapitule. Nagrodę Gry Roku i Gry dla całej rodziny zdobywa Brzdęk wydawnictwa Lucrum Games, nagroda zaawansowanej Gry Roku wędruje do wydawnictwa Rebel za Pulsar, a Nasza Księgarnia otrzymuje nagrodę Gry Roku dla dzieci za Ślimaki to mięczaki.

Kończę ten wspaniały dzień w sali konferencyjnej. Tu Ignacy Trzewiczek nagrywa na żywo planszówki tv i powiada o historii wydawnictwa Portal. Najczęściej powtarzanym słowem jest Reykholt, dzięki czemu każdy w sali wie, jaka jest obecna premiera Portalu. Atmosfera jest tak przyjazna, że żal wychodzić.

Ale przecież games room jest czynny całą dobę!

Długo mógłbym jeszcze opowiadać, bo atrakcji, gier i niesamowitych cosplayerów było zdecydowanie więcej. Przed wyjazdem na Pyrkon pytałem różnych znajomych czy warto. Opinie zbierałem różne, ale teraz już wiem, że jeśli interesujesz się fantastyką, tą imprezę przynajmniej raz w życiu musisz zobaczyć.

 

Podczas Pyrkonu ogólnie mało się śpi. Dlatego wszystcy są jacyś, tacy... Niewyraźni :)

Skomentuj jako pierwszy